Zawsze myślałam, że jestem taka fajna, bo umiem robić kilka rzeczy na raz. Porównywałam się oczywiście do osoby, która totalnie i szczerze mówi, że multitasking jest dla niego niemożliwy i no nie, nie słuchał mnie równocześnie oglądając tvn turbo 👹😅
A ja w tym czasie szyłam na maszynie (hobby), gotowałam obiad, gadałam przez telefon, pranie się robiło, zaczepiałam dziecko i pokazywałam na migi, że ojciec ma wyłączyć telewizor 😂
Och, to były czasy.
Tylko że to wcale nie był multitasking. To było eksperckie i spontaniczne kobiece zarządzanie czasem.
No bo skoro muszę (lub chcę) to wszystko zrobić, to niby kiedy mam na to znaleźć czas? Żeby każdą z tych czynności zająć się osobno? Nie ma takiej opcji, więc logicznie i babsko myśląc, robiłam wszystko na raz.
No bo co można spierdzielić w praniu? Może tylko chwilę poleżeć zanim dojdę do tej pralki.
Jak siostra będzie się musiała powtórzyć przez telefon, to też jej korona z głowy nie spadnie.
A jak syn będzie musiał 5 razy powtórzyć mama, zanim zareaguję, to też nie będzie miał traumy.
Ale jeżeli te wszystkie rzeczy miałam robić po kolei do nocy, to bym oszalała. Ocipiała.
Stąd kobiecy multitasking. Albo zrobisz kilka rzeczy na raz, albo będziesz tyrać do nocy.
Multitasking kobiet jest efektem patriarchatu i opresji mężczyzn
Dlaczego? A no dlatego, że kiedy pan mężczyzna szedł sobie kiedyś do pracy, to brał drugie śniadanko i znikał. Zapewne w tej pracy rzeczywiście pracował, ale wiemy, że w pracy są jasno wyznaczone zadania i WYNAGRODZENIE.
A kobieta? Kobieta zostawała w domu z gromadką dzieci i musiała sobie sama zdecydować, co należy zrobić i w jakiej kolejności. A wiemy, że wraz z kolejną latoroślą wcale nie wyrasta kolejna ręka, więc tak ilość prania, prasowania, gotowania do zrobienia była coraz większa i większa. A dzień wciąż tak samo nie za długi.
Jakoś trzeba sobie radzić, bo jeszcze pan mężczyzna pocznie być niezadowolonym z obsługi kucharki, praczki i niańki w jednej osobie i wyciągnie jakieś konsekwencje.
I ta biedna kobieta po prostu musiała zacząć robić wiele rzeczy na raz, bo niemożliwością byłoby inaczej. Coś zostałoby nie zrobione. A jak nie zrobione, to odłożone na później. A „później” ma też swoje obowiązki i tak dalej i tak dalej.
A potem czasy się trochę zmieniły i kobiety poszły do pracy na równi z mężczyznami, ale ich obowiązki domowe pozostały zupełnie te same. Całe szczęście, że wraz z emancypacją zaczęła się zmniejszać średnia ilość dzieci 😉
I tą umiejętność, a raczej wskazanie do nabycia umiejętności, matki zawsze przekazywały córkom. Poprzez instrukcję daną wprost (Pilnuj brata, kiedy robisz lekcje), ale przede wszystkim przez dawanie przykładu. Moja mama była i jest superwoman. Zawsze ugotowane, uprane i posprzątane. Dzieci ogarnięte, lekcje odrobione. W ogródku nasadzone.
Niestety synom już niekoniecznie… A na pewno takiego przykładu nie dawali ojcowie.
“No przecież cały dzień siedziałem z małym!”. Owszem, a ja wczoraj opiekowałam się dzieckiem. I jakoś wstawiłam pranie, przygotowałam obiad i zrobiłam zakupy, a dziecko nie wygląda jakbyś je wyciągnął z kanałów. 🙈
Mam nadzieję, że możesz się pochwalić, że twój tata lub partner na równi z tobą zajmuje się domem i dziećmi. O ile kocham moich mężczyzn, to nie mogę o nich tego powiedzieć.
A wracając do multitaskingu samego w sobie.
Multitasking nie działa, kiedy chcesz robić dwie pokrewne sobie czynności lub podobnie angażujące.
❌ Nie możesz słuchać i czytać.
❌ Nie możesz mówić i słuchać lub czytać.
To biologicznie niemożliwe. Trochę jak iść i robić gwiazdę jednocześnie. Chcesz użyć tych samych organów do dwóch czynności na raz.
To dlatego, że czytając, czytamy sobie na głos w głowie, czyli tak jakby słuchamy samych siebie. Ten dźwięk w głowie wędruje do mózgu przez tę samą drogę, co słowa kogoś, kto do nas mówi.
A co możesz robić w tym samym czasie, ale nie powinnaś, bo to bez sensu?
Bo twoja efektywność spadnie i zrobisz to byle jak?
❔ Nie powinnaś pracować i zajmować się małym dzieckiem.
❔ Nie powinnaś iść i gapić się w telefon. (bo się zaraz wyrąbiesz albo cię ktoś rozjedzie)
❔ Nie powinnaś prowadzić i korzystać z telefonu.
A co możesz robić jednocześnie?
Multitasking, dzięki któremu oszczędzimy czas jest nieco inny. Połączmy ze sobą funkcje, które wykorzystują zupełnie inne części ciała.
Najprostsze – audiobooki i podcasty, kiedy jedziesz autem. Włączasz w telefonie, albo do auta przez bluetooth. Ile czasu spędzasz w samochodzie? Nawet 15 minutowa droga to 30 minut (w tę i z powrotem) słuchania czegoś konstruktywnego. Nie muzyki, chyba że jesteś kompozytorką i szukasz inspiracji. Posłuchaj najnowszej książki z twojej branży, podcastu o wychowaniu dzieci, czegoś o rozwoju osobistym. Słuchaj tak 5 dni w tygodniu i masz 2,5 godziny zdobywania wiedzy. Rób tak cały rok, to nazbierasz 130 godzin. To tak, jakbyś poszła na kurs czegoś, który trwa ponad 3 tygodnie przez 8 godzin dziennie!
Nieco trudniejsze, bo wymaga podniesienia tyłka – zamiast czytać, włóż słuchawki i idź na spacer. Albo zamiast jechać autem do pracy, pojedź rowerem – wybijesz trochę kalorii i dotrzesz tam, gdzie chciałaś.
A coś, co praktykowałam, kiedy pracowałam na etacie lata temu – wróć do domu biegnąc. Z pracy jechałam autem 20-30 minut, bo korki. Jak biegłam, to w 40 minut byłam w domu i trening miałam załatwiony. Tylko te 10 minut zaoszczędziło mi godzinę, którą później spędziłabym i tak ćwicząc.
A teraz hardcore, mój ulubiony. Bieżnia! Pracuję siedząc przy komputerze, właśnie choćby teraz. I tak 5-8 godzin dziennie. A wieczorem lubię sobie pograć, to dalej siedzę.
Aż zobaczyłam jakąś reklamę składanej bieżni, którą babeczka sobie postawiła pod biurko i tak pracowała. Rety, ja też tak muszę! 10000 kroków dziennie nadchodzę!
Kupiłam taką bieżnię. Trochę siana poszło. Biegać lubię, ale nie w deszczu i śniegu, więc dopisałam sobie kolejne argumenty, dlaczego bieżnia musi być moja.

Dobra, ale nie mam biurka, które jeździ góra-dół. Ale mam… deskę do prasowania z regulacją wysokości! I tak oto w moim domu pojawiło się pierwsze stanowisko do pracy na stojąco.
Żeby nie było, teraz już mam jeżdżące biurko. Ale kupiłam je dopiero kiedy przetestowałam pracę na chodząco. 🤣
A tak na marginesie, prasować tez można chodząc. Sprawdziłam. Nabiłam 5000 kroków. 😁
No i teraz codziennie cieszę się, że mogę wpisać do trackera, że zrobiłam 12-17 tysięcy kroków!
Jak planować multitasking?
No jak, w planerach Babki z Planami! Dobra dobra, każdy notes się nada, albo kalendarz online.
Wyzwaniem sensownego multitaskingu jest pamiętanie, aby go w ogóle zrobić. To tak jak z każdym dobrym nawykiem.
Krok 1: Zapisz na liście rzeczy do zrobienia. Ja używam planera tygodniowego z harmonogramem i zaznaczam wyraźnie, kiedy jest czas na multitasking chodzenie na bieżni.

Zobacz, jak rano mam zaznaczoną bieżnię w pierwszym bloku pracy. Codziennie!
Krok 2: Spraw, aby to było łatwe! Podłącz telefon w aucie do bluetooth i ustaw, aby od razu po wejściu odtwarzało się z telefonu zamiast radia. Włączasz tylko spotify lub storytel i słuchasz jakiejś mądrej książki.
Krok 3: Połącz z już regularnie robionymi rzeczami. Na przykład codziennie przy myciu zębów wstawiasz pranie i rozwieszasz je zanim zjesz śniadanie. Dobra, żart z tym „codziennie”, ale co czwartek czy w środę i w piątek.
Krok 4: Spraw, żeby się o to potknąć. Nie wymówisz się, że nie masz butów do biegania, jeżeli rano się o nie zabijesz przed wyjściem do pracy.
Multitasking – czy jest dla ciebie?
Podziel się w komentarzu, jakie rzeczy z powodzeniem robisz na raz!
A z czym mają problem mężczyźni w twoim życiu?



0 komentarzy