Już nawet nie pamiętasz, że coś zapomniałaś.
Znasz to. Jesteś w sklepie, chodzisz między alejkami, i z tyłu głowy coś cię drapie, że przecież jeszcze miałaś coś kupić. No niby masz listę zakupów, ale robiłaś ją dwa dni temu, a jesteś pewna, że dziś rano pomyślałaś o jeszcze jednym ważnym składniku, który możesz kupić TYLKO w tym sklepie. No nic to, może się mylisz.
Ale nie. Wchodzisz do domu, mijasz drzwi do kuchni, kładziesz zakupy i doznajesz olśnienia. NO TAK! Imbir! Wzdychasz ciężko, bo za chiny nie chce ci się dygać do sklepu, zresztą nie masz czasu. No nic, będzie bez imbiru.
Albo gadasz z szefem, chciałabyś go olśnić jakąś świetną informacją, ale jak na złość dukasz ledwie trzy po trzy. Wieczorem w wannie prowadzisz wyimaginowany dialog z szefem, podczas którego błyskotliwie rzucasz pomysł rozwoju twojego działu.

Jedziesz autobusem i wymyślasz świetny nowy produkt, który odmieni twoje życie. Jedziesz i rysujesz w głowie wykresy, dlaczego to ma się udać. Już widzisz te dolary na koncie, już widzisz te uśmiechnięte buzie twoich klientów. NA PEWNO tego nie zapomnisz, napiszesz wszystko jak wrócisz do domu.
A w domu już nawet nie pamiętasz, że coś wymyśliłaś.
I moja zmora na koniec – łażę z psami – ale namaluję obraz dzisiaj wieczorem. Robię zakupy – ale napiszę świetny artykuł. Kładę się spać – ale od rana ruszę z nowym designem. A wieczorem / rano / nocą siadam do mojej super hiper składanej szafy kreatywnej i…
Nie wiem co robić. Jakoś nie mam pomysłu.
Nie chce ci się czytać? Od razu przejdź do Jak nie zapominać w 4 prostych krokach!
Dlaczego zapominamy?
Wszystko to chemia. Nasz mózg uznaje nasze pomysły za zbędne info, bo biologicznie nie akceptuje tego, że dla naszego umysłu (duszy?) to ważne. Tylko by żarł, spał i czuł się bezpiecznie. A te ważne dokumenty, które musisz mieć jutro w pracy, są nieistotne jak budzik, który rano zignorowałaś.
A więc nie ma szans, żeby ot tak zapamiętać to, co sobie życzysz. Owszem, czasem się zdarzy łut szczęścia, ale zazwyczaj w sytuacjach, w których łączysz już znany fakt z nowym. Wiąże się to z powtarzającym przekazywaniem impulsów między synapsami (polecam książkę dr Joe Dispenza Jak przeprogramować swój mózg na ten temat).
Dlatego jak czasem wrócisz do kuchni, gdzie miałaś genialny pomysł, może ci się on jednak jeszcze przypomnieć ?

Cześć jestem Synapsa i mieszkam w twojej głowie!
Tutaj ciekawą uwagą w kontekście uczenia się, a nie zwykłych notatek, może być to, że powtarzanie rzeczywiście działa, bo synapsy, które często stykamy ze sobą przez powtarzanie tego samego, w końcu się połączą i informacja zostanie z nami na dłużej. Powiedz to starszym dzieciom, jeżeli tak jak ja lubią wiedzieć dlaczego a nie tylko co.
Ale przecież nie będziesz sobie powtarzać w kółko, żeby kupić makaron, prawda? W sumie to przecież nie musisz.
Efekt drzwi
Wspomnę na marginesie o bardzo ciekawym zjawisku zwanym efektem drzwi. To ten moment, kiedy wychodzisz z pokoju i nagle zapominasz, po co tam w ogóle poszłaś. Tak stoisz jak John Travolta, rozglądasz się, i nic.

W świecie, w którym wszystko pamiętasz (prawie że)
No dobra, a wyobraź sobie, że jak jesteś w tym nieszczęsnym sklepie, to o niczym nie zapomnisz. Kupujesz co trzeba, w domu wzdychasz z zadowoleniem, że zakupy już za tobą i w końcu spróbujesz zrobić to nowe indyjskie danie od Kaśki.
Nigdy nie myślisz o zakupach, których nie lubisz, poza jednorazowym zrobieniem listy zakupów. A jak sobie coś przypomnisz, tylko kilka chwil zajmie ci dopisanie pozycji do listy.
Albo idziesz do szefa pogadać o aktualnym projekcie, a po rozmowie z pewnością siebie wspominasz o twoim pomyśle na rozwój działu. Zerkasz do swoich notatek, co pokazuje szefowi, że przemyślałaś temat i nie jest on z czapki. Pokazujesz mu nawet szkic wykresu, jaki wpływ zmiana będzie miała na ilość klientów.
Jesteś zawsze przygotowana, bo wszystko masz przy sobie. Zapisałaś w domu, korzystasz w pracy.
W autobusie wyciągasz mały notatnik z kieszeni i bazgrzesz w nim jak szalona. Jak Smeagol spoglądasz na współpasażerów, a nuż jeszcze któryś podejrzy i ukradnie ci pomysł! Notujesz, co ci wpadło do głowy strona po stronie, aż zapisałaś wszystko.

Na koniec tygodnia te kilka stron wpinasz do archiwum lub do cyfrowego notatnika. Wrócisz do tego, kiedy twój świat się zmieni.
Jak nie zapominać i nie martwić się, że zapomnisz
Zawsze miej przy sobie notatnik i coś do pisania. Jeden w domu, jeden w torebce (kieszeni?), jeden w pracy. W telefonie też miej jakąś aplikację do notatek (np. Google Keep, Notion, Evernote) na wypadek, kiedy bardzo nie chce ci się wstać z kanapy do biurka, albo gdy siedzisz na tronie ?
Notuj. Pisz. Wszystko, co dla ciebie istotne. Miej jedną kartkę PILNE, gdzie zapiszesz naprawdę super ważne sprawy, jak np. dopiero co przypomnianą wywiadówkę jutro. O innych sprawach albo pisz bez ładu i składu, jak popadnie, albo nazywaj tematycznie dane strony, np. “Do pracy”, “Super mega hiper pomysły”, “Świetnie odzywki do szefa”.

Upraszczaj. Korzystaj z technologii. Jeżeli ta wywiadówka jest na 17, to może warto wbić ją od razu do Kalendarza Google (Outlook czy inne), który ci automatycznie przypomni godzinkę wcześniej? A jeżeli średnio co godzinę sobie przypominasz, co masz kupić w sklepie, to może warto zainstalować apkę na telefon typowo do zakupów (np. Hungry, korzystam!)?
Raz w tygodniu przejrzyj wszystkie notatki. Te ważne przepisz do odpowiedniego miejsca (np. notesu z pomysłami na nowe dania, rodzinnej listy zakupów, niekończącej się listy rzeczy do zrobienia kiedyś) czy przenieś do internetowego notatnika (np. Notion, Evernote).
Upraszczaj analogowo. Jeżeli korzystasz z notatników szytych, może przenieś się na ringi lub dyski, w których strony można dowolnie przenosić, przekładać i usuwać. Jeżeli wszystkie twoje notatniki będą tego samego rodzaju, nie będziesz nic przepisywać, tylko raz w tygodniu przekładać kartki – oszczędzisz czas i energię.

Datuj. Wpisz malutką datę na każdej stronie lub po ważnej notatce. Z łatwością zorientujesz się, która notatka była wcześniejsza i odtworzysz swój tok myślenia. A może i wrócisz do mindsetu tego dnia, kiedy miałaś tak świetne pomysły?
Jak o niczym nie zapomnieć w 4 prostych krokach?
- Kup / zrób 2-4 notatniki, w których możesz przekładać kartki. Nazwij je:
- notatnik do pracy
- notatnik prywatny
- notatnik podręczny / kieszeniowy / torebkowy
- notatnik archiwum
- Wybierz aplikację do notowania w telefonie
- Notion
- Evernote
- Google Keep
- jakakolwiek, w której szybko coś napiszesz a potem możesz posegregować
- Połóż notesy tam, gdzie będą potrzebne
- notatnik do pracy zostaw w pracy lub miej w pracowej torbie, którą bierzesz codziennie
- notatnik prywatny połóż przy kanapie, na biurku, w kuchni
- notatnik podręczny schowaj do torebki lub kieszeni
- archiwum połóż bezpiecznie w domu, gdzie nikt go nie zaleje / zje / porwie / wyrzuci (tak, mam psy i dziecko, nic mnie nie dziwi)
- NOTUJ, PISZ, SZKICUJ, BAZGRZ kiedy tylko najdzie cię ochota i nigdy nie zakładaj, że coś zapamiętasz!
Jak o niczym nie zapomina Babka z Planami?
Mam cztery notesy. Wszystkie są 6-ringowe w formacie A5.

Jeden czytelniczy, gdzie zapisuję notatki z czytanych książek. Tego typu notatek mam bardzo dużo, więc jest dla mnie mega ważny. Dzięki niemu nie muszę przeglądać całej mojej biblioteki, bo esencja i cytaty są właśnie w nim.

Jeden to planer do druku – tak z 30% to planer Babki z Planami, reszta jest podzielona na aktualne sprawy firmowe, prywatne + luźne notatki. To jest planer do pracy i planer do domu. Jest bardzo elastyczny i ciągle się zmienia. Hurra ringi! ?
Trzeci jest malutki, chowam go w torebce jak gdzieś jadę. Rzadko go używam, bo rzadko gdzieś jeżdżę ? Jest naprawdę na nieprzewidziane notatki.
I czwarty to archiwum, z porządną grubą okładką Ogarniam się. Jest w pięknym szałwiowym kolorze. Trzymam w nim “zużyty” planer do druku (czyli miniony czas), notatki, które na razie nie są mi potrzebne.
Ten układ jest dla mnie optymalny. Zaznaczę, że sprawdza się w moim przypadku, kiedy:
- Częściowo korzystam z organizacji czasu w wersji digital (Notion).
- Pracuję w domu, więc nie jeżdżę i nie tacham ze sobą gratów w tę i z powrotem.
- Jestem testerem swoich własnych produktów. Zazwyczaj co miesiąc wybieram inny planer do druku, bo albo mam inne potrzeby, albo chcę zmiany, albo chcę wypróbować co tam natworzyłam. Nie muszę więc trzymać całego roku w jednym planerze.
Każda z nas notuje po swojemu lub nie notuje wcale.
Jak to się sprawdza u ciebie?
A jak to robiła twoja mama? Przecież miała na głowie podobny stos problemów co ty!
Zapytaj i podziel się odpowiedzią ?



0 komentarzy